poniedziałek, 9 lutego 2026 13:55
Reklama

„Domek widmo” w Zakopanem. Ogłoszenie zniknęło, telefon przestał działać

„Domek widmo” w Zakopanem. Ogłoszenie zniknęło, telefon przestał działać

Źródło: Zdjęcie poglądowe/pixabay

W połowie stycznia br. 29-latka wraz z partnerem szukała w Internecie domku do wynajęcia na kilkudniowy pobyt w Zakopanem. Na jednym z popularnych portali ogłoszeniowych znalazła ofertę, która wyglądała wiarygodnie: były zdjęcia, numer telefonu i dane wskazujące na mężczyznę jako właściciela. 29-latka próbowała zadzwonić do ogłoszeniodawcy, jednak połączenie zostało odrzucone, a chwilę później przyszła wiadomość z prośbą o kontakt SMS. Kobieta odpisała, podając interesujący ją termin w połowie lutego. Otrzymała odpowiedź, że domek jest wolny. Rozmowa przebiegała naturalnie. Ogłoszeniodawca dopytywał o szczegóły, przedstawił warunki rezerwacji i poinformował o konieczności wpłaty zaliczki. Zażądał 800 zł i poprosił o natychmiastowy przelew, „żeby pieniądze były na koncie w 15 minut”. Kobieta wykonała przelew na wskazany numer rachunku. Po chwili otrzymała wiadomość, że środki dotarły, a potwierdzenie rezerwacji ma zostać wysłane wieczorem.

- Potwierdzenie nie przyszło, a ogłoszenie zniknęło z portalu. Kolejne wiadomości pozostawały bez odpowiedzi, a przy próbach połączeń telefonicznych pojawiał się komunikat „abonent czasowo niedostępny”. Kilka dni później sprawa przybrała nieoczekiwany obrót. W popularnym komunikatorze napisała do niej nieznana kobieta z pytaniem, czy to ona wykonywała przelew na kwotę 800 zł z tytułem „zaliczka domek” - informuje nadkom. Kinga Drężek-Zmysłowska z KPP w Płońsku.

Okazało się, że na portalu społecznościowym owa kobieta, niespełna 18-letnia, natrafiła na ofertę „pracy”. Mężczyzna proponował, by na jej konto wpływały przelewy, z których 100 zł miała zostawiać sobie, a resztę, w tym przypadku 700 zł, przekazywać dalej kodem BLIK. Twierdził, że firma „zajmuje się zwrotami przelewów” i nie może korzystać z własnego rachunku. Kobieta nie potrafiła wskazać, na jaki numer wysyłała BLIK, jednak twierdziła, że prawdopodobnie była to zagraniczna bramka SMS. Poinformowała też, że sprawę zgłosiła w jednej z komend na terenie województwa warmińsko-mazurskiego. 29-latka nie była jedyną osobą, która kontaktowała się z nastolatką w sprawie odzyskania pieniędzy.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

SŁUCHAJ NAS ONLINE!
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama